Przy barze było pusto. Jade spokojnie wycierała
blaty stolików, co jakiś czas zerkając na zegar. Czasem jakiś klient wszedł i
przyjrzał się uważnie menu, po czym ze zdegustowaną miną wychodził, nie mówiąc
choćby „do widzenia”. Nie było to czymś nowym lub też niespotykanym, albowiem
ceny dań obiadowych czy też śniadań zdecydowanie
wykraczały poza przeciętną sumę pieniędzy, jaką ludzie zazwyczaj przeznaczali
na posiłki. Dlatego też jedyną szansą dziennego utargu był właśnie wieczór.
Była to pora dnia szczególnie lubiana przez barmanów a już na pewno właścicieli
miejscówek tego pokroju. O zmroku ludzkość dopadało pożądanie, nie ważne jakiego rodzaju. Większość z nich marzyła o kilku głębszych i upojnej nocy
z osobą dopiero co poznaną – więcej niż pewne – podczas picia.
Kiedy więc dziewczyna ujrzała dużą wskazówkę zegara, zatrzymującą się na
dwunastce, westchnęła ciężko na myśl o czekających ją godzinach żmudnego,
bezcelowego mycia tej samej podłogi po raz setny. Poranki zdecydowanie nie
sprzyjały zarobkom, a tym bardziej jakiejkolwiek rozrywce.
- Dzień dobry, panienko. – Szepnął jej
ktoś zza pleców. – Myślałem, że Cię nie znajdę. Tak się właśnie kończy nocne
czytanie książek dla grzeszników. Gdybym nie zaspał to mógłbym iść za Tobą. Czy Ty zdajesz sobie sprawę jak cholernie trudno
tu trafić? To najbardziej niewykonalna rzecz jaką miałem do zrobienia. Tak,
wliczam w to misję powstrzymania Cię przed wejściem do pokoju Freddiego, kiedy
ten kulturalnie zabawiał się z Twoją najlepszą przyjaciółką. To były czasy… -
Zakończył Edrahil z szerokim uśmiechem na twarzy. Wskoczył na bar i usiadł,
wymachując nogami.
W tej chwili Jade zastanawiała się co z tych wszystkich rzeczy jest najbardziej
nieprawdopodobne. Przeklinający anioł, śpiący anioł, czy anioł wskakujący na
bar. A może anioł w ciele przystojnego mężczyzny, przypominający jej dzieje z
liceum. Wszystko to było odrealnione i nie miało nic wspólnego z logiką. Ale w
końcu przebywanie i rozmowa ze swoim Świętym to nie najlepszy moment do
rozmyślania na temat normalności.
- HALO!!! SŁYSZYSZ MNIE?
Z zamyślenia wyrwał ją odmieniec, wymachując rękoma.
- Tak, oczywiście. Co..co tu robisz? Chcesz czegoś konkretnego czy zwyczajnie
próbujesz sprowokować mojego szefa do złożenia mi wypowiedzenia? Jakbyś czasem zapomniał
– ja tu pracuję. – Odpowiedziała oschle kobieta. Nie była w nastroju do
przedrzeźniania się wzajemnie z kimś, w kogo istnienie do wczoraj nawet w
najmniejszym stopniu nie wierzyła.
Mężczyzna przybrał oburzoną minę i założył ręce na piersi.
- Czy Ty przypadkiem próbujesz zasugerować, że moja wrodzona złośliwość i
uwielbienie Twojego poirytowania nie są niczym konkretnym? – Zapytał z
sarkastycznym uśmiechem.
- Oj zamknij się, Ed! – Odpowiedziała niechętnie, chwytając za leżącą na blacie
szmatę i uderzając nią anioła. – Sądzę, że powinieneś już iść.
- Skąd u Ciebie ta złość i nadnaturalna agresja? Może powinienem zostać i
popilnować Cię, byś nie zrobiła nikomu krzywdy? – Rzucił, znów ironizując.
Zeskoczył na ziemię i chwycił dziewczynę delikatnie za ręce. Nie sprawiał jej
bólu, a mimo to trzymał bardzo mocno. Jade próbowała się wyrwać, ale każda
próba skazana była na niepowodzenie. W końcu jednak udało jej się, ale nie
dzięki własnej sile. Tak jak poprzednio, anioł rozpłynął się w powietrzu.
Pomimo chwilowej niechęci wobec niego , barmanka poczuła wyrzuty sumienia. Od
wczoraj głowiła się nad przypisaną jej misją, a sama przeszkodziła sobie w jej
rozszyfrowaniu. Mimo wszystko, kobieta miała nadzieję, że dzisiejszego wieczoru
pozna swój los a może raczej przeznaczenie. Drugie określenie wydawało się być
bardziej trafne. W końcu sami to przeznaczenie tworzymy, czyż nie?
Jezus, bardzo przepraszam, że tak późno. Ale żeby publikować, trzeba być pewnym, że się nadaje. A ja nie byłam, więc jeszcze raz bardzo przepraszam. No i mam nadzieję, ze się podoba c:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz