czwartek, 12 września 2013

Rozdział II

Przy barze było pusto. Jade spokojnie wycierała blaty stolików, co jakiś czas zerkając na zegar. Czasem jakiś klient wszedł i przyjrzał się uważnie menu, po czym ze zdegustowaną miną wychodził, nie mówiąc choćby „do widzenia”. Nie było to czymś nowym lub też niespotykanym, albowiem ceny  dań obiadowych czy też śniadań zdecydowanie wykraczały poza przeciętną sumę pieniędzy, jaką ludzie zazwyczaj przeznaczali na posiłki. Dlatego też jedyną szansą dziennego utargu był właśnie wieczór. Była to pora dnia szczególnie lubiana przez barmanów a już na pewno właścicieli miejscówek tego pokroju. O zmroku ludzkość dopadało pożądanie,  nie ważne jakiego rodzaju. Większość z  nich marzyła o kilku głębszych i upojnej nocy z osobą dopiero co poznaną – więcej niż pewne – podczas picia.
Kiedy więc dziewczyna ujrzała dużą wskazówkę zegara, zatrzymującą się na dwunastce, westchnęła ciężko na myśl o czekających ją godzinach żmudnego, bezcelowego mycia tej samej podłogi po raz setny. Poranki zdecydowanie nie sprzyjały zarobkom, a tym bardziej jakiejkolwiek rozrywce.
  - Dzień dobry, panienko. – Szepnął jej ktoś zza pleców. – Myślałem, że Cię nie znajdę. Tak się właśnie kończy nocne czytanie książek dla grzeszników. Gdybym nie zaspał to mógłbym iść za Tobą.  Czy Ty zdajesz sobie sprawę jak cholernie trudno tu trafić? To najbardziej niewykonalna rzecz jaką miałem do zrobienia. Tak, wliczam w to misję powstrzymania Cię przed wejściem do pokoju Freddiego, kiedy ten kulturalnie zabawiał się z Twoją najlepszą przyjaciółką. To były czasy… - Zakończył Edrahil z szerokim uśmiechem na twarzy. Wskoczył na bar i usiadł, wymachując nogami.
W tej chwili Jade zastanawiała się co z tych wszystkich rzeczy jest najbardziej nieprawdopodobne. Przeklinający anioł, śpiący anioł, czy anioł wskakujący na bar. A może anioł w ciele przystojnego mężczyzny, przypominający jej dzieje z liceum. Wszystko to było odrealnione i nie miało nic wspólnego z logiką. Ale w końcu przebywanie i rozmowa ze swoim Świętym to nie najlepszy moment do rozmyślania na temat normalności.
- HALO!!! SŁYSZYSZ MNIE?
Z zamyślenia wyrwał ją odmieniec, wymachując rękoma.
- Tak, oczywiście. Co..co tu robisz? Chcesz czegoś konkretnego czy zwyczajnie próbujesz sprowokować mojego szefa do złożenia mi wypowiedzenia? Jakbyś czasem zapomniał – ja tu pracuję. – Odpowiedziała oschle kobieta. Nie była w nastroju do przedrzeźniania się wzajemnie z kimś, w kogo istnienie do wczoraj nawet w najmniejszym stopniu nie wierzyła.
Mężczyzna przybrał oburzoną minę i założył ręce na piersi.
- Czy Ty przypadkiem próbujesz zasugerować, że moja wrodzona złośliwość i uwielbienie Twojego poirytowania nie są niczym konkretnym? – Zapytał z sarkastycznym uśmiechem.
- Oj zamknij się, Ed! – Odpowiedziała niechętnie, chwytając za leżącą na blacie szmatę i uderzając nią anioła. – Sądzę, że powinieneś już iść.
- Skąd u Ciebie ta złość i nadnaturalna agresja? Może powinienem zostać i popilnować Cię, byś nie zrobiła nikomu krzywdy? – Rzucił, znów ironizując. Zeskoczył na ziemię i chwycił dziewczynę delikatnie za ręce. Nie sprawiał jej bólu, a mimo to trzymał bardzo mocno. Jade próbowała się wyrwać, ale każda próba skazana była na niepowodzenie. W końcu jednak udało jej się, ale nie dzięki własnej sile. Tak jak poprzednio, anioł rozpłynął się w powietrzu. Pomimo chwilowej niechęci wobec niego , barmanka poczuła wyrzuty sumienia. Od wczoraj głowiła się nad przypisaną jej misją, a sama przeszkodziła sobie w jej rozszyfrowaniu. Mimo wszystko, kobieta miała nadzieję, że dzisiejszego wieczoru pozna swój los a może raczej przeznaczenie. Drugie określenie wydawało się być bardziej trafne. W końcu sami to przeznaczenie tworzymy, czyż nie?



Jezus, bardzo przepraszam, że tak późno. Ale żeby publikować, trzeba być pewnym, że się nadaje. A ja nie byłam, więc jeszcze raz bardzo przepraszam. No i mam nadzieję, ze się podoba c:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz